Powrót do dzieciństwa

Luty 23rd, 2010 § 9 x KOMENTARZ

Zimowo-roztopowe hej do Was ślę i zaraz potem zapytuję, czy Wy też tak macie, że kiedy pod ostatnim Waszym wpisem znajdziecie niewiele komentarzy, to zaczynacie się zastanawiać co jest? (czy się nie podoba, czy może nudno, czy mało komu się chce zostawić komentarz, itp?) Też tak macie? (może okaże się, że nie jestem aż taka znowu pazerna na opinie – 0by) : )

A zmieniając temat powrócę wspomnieniami do dziecinnych lat z wielkimi lalkami mówiącymi “mama”, gdy się je przechylało i kolejkami jeżdżącymi po prawie prawdziwych torach. Pamiętam ten dzień (a miałam wówczas może 3 latka), w którym dostałam od taty (który właśnie wrócił z ówczesnego Związku Radzieckiego) lalkę z włosami (wiem, że wtedy to było coś, bo lalki zazwyczaj miały  tylko namalowane włosy). Lalka była wyższa ode mnie (wiem to z opowieści), miała beżowo-brązową sukienkę, plastikowe buty, ruszające się oczy z rzęsami i takim dziwnym głosem wydobywającym się z brzuchowego głośnika mówiła do mnie “mama” – czułam się wtedy taka ważna. : ) Byłam nią zachwycona. Była moją wielką towarzyszką zabaw, choć może nawet ciężko mi było ją udźwignąć, ale…ale kolejka, którą dostał tego samego dnia mój brat była równie zachwycająca (kto wie, czy nie bardziej), więc nie mogłam odmówić sobie zabawy.

Szyny z prawdziwego zdarzenia, masywne i solidne wagoniki, lokomotywa, jak żywa i ten odgłos, kiedy poruszała się po torze. Genialną sprawą było to, że kolejka tak pięknie rozwijała wyobraźnię. Pamiętam, że wspólnie z bratem nacudowaliśmy się nieźle, żeby zrobić jakąś fajną scenerię (mosty, góry, wąwozy, przepaści). Pomysłom nie było końca. Aż żal, że wszystkie części kolejki zostały kiedyś wyrzucone. Wiem, że nie jest to dziś tania sprawa, bo każdy tor, każdy wagonik i każdy element ma swoją wysoką cenę. Swego czasu zastanawialiśmy się nawet z mężem, czy nie zacząć przypadkiem kompletować kolejki dla potomnych (zwłaszcza płci męskiej) : )

Dlaczego tak mnie dziś naszło na wspominanie? Bo wyobraźcie sobie, że od kliku dni mamy w domu bardzo podobną kolejkę (to prezent) i wczoraj wypróbowaliśmy jej możliwości. Normalnie wielki powrót do dzieciństwa, który przypomniał nam jak wielką frajdą było układanie torów, łączenie wagoników, stawianie ich na szynach  i manipulowanie pokrętłem zasilacza – szybciej, wolniej.  I podczas tych naszych wczorajszych powrotów i zabaw z dzieciństwa – między jednym,a drugim przestawieniem zwrotnicy udało mi się pstryknąć fotki:

Muszę Wam jeszcze napisać, że dla mnie te małe modele są niczym dzieła sztuki, a nie tandetą, jakich dziś pełno w sklepach z zabawkami. Pozdrawiam Was dość ciepło i pogodnie. ; )

Juki się dziwi

Luty 16th, 2010 § 9 x KOMENTARZ

Witajcie miło – mimo zimy, mimo padającego wciąż śniegu (aniołkom widać spodobało się sypanie płatków z nieba), który już nigdzie się nie mieści i mimo felernego dla mnie poniedziałku (też macie takie wielce pechowe dni, w które nic Wam się nie układa i wszystko dzieje się, jakby na złość?).

Przychodzę, żeby pokazać Wam Jukiego, który powstał z włochatej włóczki (nowy zakup) kilka dni temu. Juki, gdy tylko przejrzał na oczy od razu zaczął się wszystkiemu dziwić – że tak biało na świecie, że oprócz niego są inne misie, że tyle rzeczy dookoła, że powstał ze zwykłej włóczki, że jest taki fioletowy, że jest troszkę większy od mojej dłoni, itp. Jak to dobrze umieć się zachwycać takim drobnymi rzeczami.

A i muszę Wam jeszcze napisać o pewnej grze planszowej – Biznes po polsku. Jeśli znacie grę Monopol, to z pewnością łatwo Wam będzie sobie wyobrazić w czym rzecz. Biznes po polsku, to taka polska wersja Monopolu, choć jak dla mnie znacznie bardziej urozmaicona i o wiele ciekawsza, z bogatymi zasadami. Dotarła do nas wczoraj i już wczoraj zabrała nam sporo czasu. Gra się naprawdę świetnie, ale oczywiście i na szydełkowanie znajduję wciąż czas. Teraz na tapecie jest niespodzianka na wymianę organizowaną przez Agnieszkę.

Diabeł tasmański

Luty 12th, 2010 § 5 x KOMENTARZ

Witajcie, witajcie. Cztery dni mnie nie było, a już się stęskniłam. Niestety muszę się do takiego stanu rzeczy przyzwyczaić, bo od poniedziałku moja firma wynajmuje mnie klientowi (dzisiejsze firmy traktują człowieka, jak zasób – bleeee) i przez miesiąc będę pracowała na nieco innych warunkach (zdaje się, że na gorszych, jeśli chodzi np. o godziny pracy + samo to, że czuję się tak, jakbym zmieniała pracę (nowi ludzie, nowe otoczenie, itp.), a bardzo przywiązuję się do osób, miejsc, rzeczy – no ale trudno. Potraktuję to, jak wyzwanie i jakoś się przemęczę.

No ale nie o tym miałam pisać, tylko o nowych narodzinach miśkowatego diabła tasmańskiego z błękitnymi tęczówkami. Niestety tych jego niebieskich oczu nie widać na zdjęciach, nad czym z lekka ubolewam, bo w naturze są małym okazem. Ulubiony kolor miśka (i mój również), to fiolet (niech Was więc nie zwiedzie kolorystyka na pierwszym zdjęciu).

Zimowe szaleństwo

Luty 8th, 2010 § 4 x KOMENTARZ

Doszłam ostatnio do wniosku, że lubię zimę, ale tylko w weekendy : ) Wczoraj na przykład bardzo zatęskniliśmy (ja i mój Przemek) za prawdziwą zimą na wsi z wielką ilością czystego śniegu (bez żadnej soli i zanieczyszczeń). Wybraliśmy się więc na działkę rodziców i do zimowego szaleństwa porwaliśmy też moją chrześnicę (Patkę) – miejscami śnieg miała aż po pas  : ) Był też mały kulig i w ogóle… cudownie zimowo było, a ja zamieniłam się w zimowego fotografa.

Wyszydełkowałam też w weekend miśka z niebieskimi oczami, ale pokażę go innym razem. Miejmy wszystkie dobry tydzień.

Inne spojrzenie – jest fantastycznie

Luty 4th, 2010 § 9 x KOMENTARZ

Nie mam dziś specjalnie weny do pisania, więc w sumie powinnam tylko napisać: moje drogie – oto miś kudłaty, ale…może jednak coś więcej skrobnę. Miś jest troszkę inny i nieco inaczej patrzy na świat, nie narzekał nawet, gdy kułam go igłą, bo wiedział, że musiałam, by mógł dziś spokojnie szaleć z innymi misiami.

Patrzy tak troszkę szerzej i zdaje się, że dużo bardziej optymistycznie (niech nie zwiedzie Was jego smutna mina) – prawie, jak w tej piosence:

Nie mówię, że jest źle
bo jest, bo jest fantastycznie
nie czepiam się, bo patrzę dziś
na świat bezkrytycznie .
Nie mądrzę się, bo można
od zbyt uczonych tyrad
dostać świra
wolę w mowie rzec Szekspira:
że jest najs, jest najs, jest najs
jest najsympatyczniej.
Cudownie jest – do siebie mówię sam
powtarzam to wciąż
bo w życiu dętym, smętnym
mętnym, pokrętnym
pogadać z kimś inteligentnym chcę.
Dlatego mówię sobie sam
że jest fantastycznie .
Nie mówię szaro jest, lecz że jest
…cudownie szaro
uśmiecham się do marzeń mych
z nadzieją i wiarą.
Bo lubię prawdę, choćby nie wiem
jak była szczera
jak cholera
by w języku rzec Moliera :
Quel bonheur, bonheur, bonheur
bo nerwy napięte tak mówią mi:
Kochany, miły, czuły
dla siebie raz bądź
Bo w życiu dętym, smętnym
mętnym, pokrętnym
pogadać z kimś inteligentnym chcę
więc mówię sobie sam, że jest
że jest fantastycznie !
Bo jednak mnie i tobie się przydarzyło
coś co bardzo przypomina miłość.
Dlatego mówię sobie sam, że jest
fantastycznie !

Prawda, że jest cudownie niewiosennie?

Where am I?

You are currently viewing the archives for Luty, 2010 at Zaczarowane Szydełko.