Zimowo-roztopowe hej do Was ślę i zaraz potem zapytuję, czy Wy też tak macie, że kiedy pod ostatnim Waszym wpisem znajdziecie niewiele komentarzy, to zaczynacie się zastanawiać co jest? (czy się nie podoba, czy może nudno, czy mało komu się chce zostawić komentarz, itp?) Też tak macie? (może okaże się, że nie jestem aż taka znowu pazerna na opinie – 0by) : )
A zmieniając temat powrócę wspomnieniami do dziecinnych lat z wielkimi lalkami mówiącymi “mama”, gdy się je przechylało i kolejkami jeżdżącymi po prawie prawdziwych torach. Pamiętam ten dzień (a miałam wówczas może 3 latka), w którym dostałam od taty (który właśnie wrócił z ówczesnego Związku Radzieckiego) lalkę z włosami (wiem, że wtedy to było coś, bo lalki zazwyczaj miały tylko namalowane włosy). Lalka była wyższa ode mnie (wiem to z opowieści), miała beżowo-brązową sukienkę, plastikowe buty, ruszające się oczy z rzęsami i takim dziwnym głosem wydobywającym się z brzuchowego głośnika mówiła do mnie “mama” – czułam się wtedy taka ważna. : ) Byłam nią zachwycona. Była moją wielką towarzyszką zabaw, choć może nawet ciężko mi było ją udźwignąć, ale…ale kolejka, którą dostał tego samego dnia mój brat była równie zachwycająca (kto wie, czy nie bardziej), więc nie mogłam odmówić sobie zabawy.
Szyny z prawdziwego zdarzenia, masywne i solidne wagoniki, lokomotywa, jak żywa i ten odgłos, kiedy poruszała się po torze. Genialną sprawą było to, że kolejka tak pięknie rozwijała wyobraźnię. Pamiętam, że wspólnie z bratem nacudowaliśmy się nieźle, żeby zrobić jakąś fajną scenerię (mosty, góry, wąwozy, przepaści). Pomysłom nie było końca. Aż żal, że wszystkie części kolejki zostały kiedyś wyrzucone. Wiem, że nie jest to dziś tania sprawa, bo każdy tor, każdy wagonik i każdy element ma swoją wysoką cenę. Swego czasu zastanawialiśmy się nawet z mężem, czy nie zacząć przypadkiem kompletować kolejki dla potomnych (zwłaszcza płci męskiej) : )
Dlaczego tak mnie dziś naszło na wspominanie? Bo wyobraźcie sobie, że od kliku dni mamy w domu bardzo podobną kolejkę (to prezent) i wczoraj wypróbowaliśmy jej możliwości. Normalnie wielki powrót do dzieciństwa, który przypomniał nam jak wielką frajdą było układanie torów, łączenie wagoników, stawianie ich na szynach i manipulowanie pokrętłem zasilacza – szybciej, wolniej. I podczas tych naszych wczorajszych powrotów i zabaw z dzieciństwa – między jednym,a drugim przestawieniem zwrotnicy udało mi się pstryknąć fotki:
Muszę Wam jeszcze napisać, że dla mnie te małe modele są niczym dzieła sztuki, a nie tandetą, jakich dziś pełno w sklepach z zabawkami. Pozdrawiam Was dość ciepło i pogodnie. ; )