glowne prawdy copywritingu i istnienia w sieci

2

3. Prostota jest wartością

Nigdy nie przepadałam za górnolotnością i sileniem się na “wielkie” rzeczy (czy to w życiu, gdy niektórzy udawali lepszych niż byli, czy w pisarstwie, gdy piszący starali się pisać “dziwnie”, by wydać się wielce oryginalnymi, czy wreszcie w sieci, gdzie ludzie wciąż wymyślają nowe sposoby promocji i reklamy - często zupełnie nieuzasadnione). Wciąż cenię sobie najbardziej naturalność i prostotę - bo tylko one mogą być prawdziwe. Albert Einstein powiedział kiedyś, że wszystko trzeba robić tak prosto, jak to tylko jest możliwe, ale nie prościej - doskonała myśl, choć w sumie zakładająca, dobry we wszystkim, umiar i złoty środek. Czasem tak ciężko go uchwycić, bo człowiek jednak ma tendencje do popadania w skrajności i przedobrzania.

Pamiętam, że kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z działalnością copywriterską, za wszelką cenę starałam się dążyć do oryginalności - wiedziałam, że tylko to, co unikatowe i wyjątkowe może przyciągać i promować.  W pewnym momencie nie miało to już nic wspólnego z kreatywnością i eksperymentowaniem, a stało się raczej pozorowaniem, grą i manipulacją. Za bardzo chciałam - skutek raczej mizerny - moim potencjalnym klientom ta wyrachowana oryginalność nie przypadała do gustu.

Jako bywająca poetka, z kolei, wielokrotnie przyłapywałam się podczas pisania poezji na tym, że czasem przestaję mieć kontrolę nad słowem - słów zaczynało być za dużo, a dobra poezja to ta, która ma tyle słów ile potrzeba - nie za dużo, nie za mało, a to zakłada jej prostotę. Zaczęłam więc wykreślać zbędne słowa - było lepiej, bo prościej.

Owszem to, co unikatowe i wyjątkowe jest w stanie zdziałać cuda, ale tylko, gdy jest szczere i proste - bez zbędnych komplikacji, kombinowania i upiększania na siłę. Trzeba było czasu, żebym to zrozumiała. Prostota jest taka ludzka. Czasem zdecydowanie lepiej powiedzieć coś prostymi słowami (takimi, jakimi posługujemy się na co dzień), niż próbować wyjść na kogoś innego, niż jesteśmy, używając trudnych i obcych zwrotów. Postawiłam na prostotę - zarówno w tworzeniu stron (jeszcze nie tak dawno bardzo, ale to bardzo podobały mi się strony oparte na Flash’u - dziś wiem, że to zbyt dużo) , jak i pisaniu. Myślę sobie,  że prosta, ale zarazem elegancka i schludna strona może podobać się bardziej niż efekciarska, pokazująca wszystkie umiejętności projektanta.

To tak, jak w modzie - jeśli projektant skupi się na tym, by pokazać, jak najwięcej swoich projektanckich trików, to może dojść do przerostu formy nad treścią. Moda, to umiar i takt, dla mnie tak bardzo jednoznaczne z prostotą. Rzeczy doskonałe są nieskończenie proste i trzeba dążyć do tej doskonałości, m.in. przez dobieranie odpowiednich środków (tylko tych, które są konieczne).

3

2. Kreatywność eksperymentująca

Ostatnio często zaglądam na strony ogłoszeniowe i wyszukuję ofert w kategorii praca - copywriter, bo dotychczasowa praca (konsultant ds. testów) przestała mi wystarczać i dobrze wiem, że tylko pisanie (w tej chwili, jako zajęcie dodatkowe)  daje mi odpowiednią satysfakcję. Pomyślałam więc, że może warto wysłać CV w kilka miejsc i zatrudnić się jako żongler słów. Czasy jednak nie sprzyjają poszukującym. Trudno, to, co już mam musi mi na chwilę obecną wystarczyć, a póki co mam czas na eksperymentowanie.

W związku z tymi poszukiwaniami zdążyłam się zorientować, że w wielu ofertach pracy coraz częściej pojawia się magiczna wprost cecha pożądana przez wielu pracodawców, a mianowicie kreatywność. Myślę sobie, że niektórzy pracodawcy nie zdają sobie  do końca sprawy z tego, czym ona rzeczywiście jest. Dla mnie kreatywność oznacza jedno - odwagę w wymyślaniu, eksperymentowaniu, wzrastaniu, ryzykowaniu, wreszcie w łamaniu zasad, popełnianiu błędów i oczywiście dobrą zabawę - niech to będzie II Przykazanie Copywritera. Trudno jest mi na przykład wyobrazić sobie wartościowego copywritera pozbawionego takiej właśnie kreatywności. Niestety, gdy czasem z ciekawości odwiedzam różne strony ludzi słowa, odnoszę wrażenie, że to, co według nich uznane za pomysłowość i kreatywność, tak naprawdę jest przeciętnością i stosowaniem wyuczonych/sprawdzonych chwytów - nic od siebie, nic własnego. A przecież nikt nie powiedział, że tylko takie to, a takie działania są dopuszczalne. Nie ma żadnych kanonów pomysłowości. Nie ma granic. Nie ma patentów na oryginalność, bo to ludzie decydują o tym, czy coś jest oryginalne, czy nie - głównie porównując to, co jest z czymś nowym.

Z czego wynika ta przeciętność? No właśnie z braku odwagi, by zaryzykować, by wyjść z czymś zupełnie nowym, ale jednocześnie prawdziwym i niewymuszonym. Pewnie, że jest delikatny strach przed tym, czy to się sprawdzi i nie okaże przypadkiem klapą, ale człowiek powinien umieć uczyć się na błędach i przy następnych próbach udoskonalać własne pomysły. To jest istota kreatywności - eksperymentowanie, które na pewno po jakimś czasie przyniesie rezultat.

Wiem - piszę teraz bardzo ogólnie, ale nie chcę też wymieniać wszystkich sytuacji, gdzie owa eksperymentująca kreatywność ma zastosowanie - jest tego sporo i chyba najlepiej będzie, jeśli każdy z Was pomyśli sobie o swojej pracy, interesach - być może dostrzeżecie potrzebę kreatywności, próbowania.

Przykład najbliższy mi - sama ja. Kiedy już odkryłam w sobie moją pasję i związane z nią umiejętności, pomyślałam sobie - nie mam nic do stracenia - założę stronę (taką, jaką na daną chwilę umiem; z czasem strona mocno ewaluowała - ideologicznie i graficznie), przedstawię swoją ofertę i będę eksperymentować do momentu aż znajdą się chętni na moje usługi. I stało się - nie jest to może szczyt moich marzeń, nie czuję się też niezastąpiona, bo rynek jest bardzo bogaty, ale przecież czas eksperymentowania, popełniania błędów i wyciągania dobrych wniosków wciąż trwa.

1

1. Użyj tego, co już masz

Jedno z głównych przykazań (wg Katechizmu Copywritra) “sprzedaży” głosi:  zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz. Święte słowa wypowiedział Arthur Ashe, ale kiedyś nie zdawałam sobie sprawy z ich wagi i znaczenia.

Pamiętam, jakich skrzydeł kreatywności dostałam na myśl o rozpoczęciu własnego (rodzinnego) biznesu. Zaraz po pomyśle o sklepie internetowym z oryginalnymi upominkami przeszłam do czynów. Zaczęłam szukać jakiegoś fajnego szablonu, który posłużyłby nam w organizacji strony sklepu, a kiedy znalazłam przystąpiłam do działania - wypełniając internetowe półki zupełnie wirtualnymi i przykładowymi produktami. Tworzyłam teksty, przyglądałam się konkurencji, czytałam wiele artykułów i książek poświęconych własnemu sklepowi www.

Miałam już kompletną wizję, byłam pewna, że jesteśmy w stanie wprowadzić ją w życie, aż razu pewnego w rozmowie z doświadczoną w sprzedaży kobietą uświadomiłam sobie, że jest lepszy sposób na własny biznes - moje umiejętności, moja wiedza. W końcu dość sprawnie posługuję się słowem (nie od razu doszłam do takiego wniosku - potrzeba było kilku lat), w końcu mnóstwo ludzi chętnie skorzystałoby z moich usług - bo potrzebne są zgrabne i pociągające teksty na strony, artykuły, itp. Po co więc angażować do interesu rzeczy, które wymagają dużego nakładu środków pieniężnych i które nigdy nie będą zależne ode nas? - pomyślałam. Można przecież skorzystać z własnych talentów, które doskonaliliśmy i na które pracowaliśmy przez szereg długich lat. Jeśli jest coś, na czym się dobrze znamy, wykorzystajmy to i zaproponujmy innym. Dzielić się wiedzą i umiejętnościami za rozsądne pieniądze? Dlaczego nie… Spróbujmy zrobić z tego dobry użytek.

Zanim pomyślimy więc o własnym interesie zacznijmy od miejsca, w którym właśnie jesteśmy, użyjmy tego, co w danej chwili już mamy i wreszcie - róbmy to, co dziś zrobić możemy. Byle jak najlepiej.

1

Tylko nie kłam

Po 1 witam wszystkich, którzy zechcieli sprawdzić, jak urządziłam się na nowym miejscu (wordpress to jest jednak to, co lubię), a po 2 chciałabym napisać, że nie znoszę kłamstwa, a w sieci www aż się od nich roi. Mam na myśli głównie wszystkie słabe akcje promocyjne i marketingowe w postaci blogów prowadzonych przez niby specjalistów.

Nie wiem czy są ludzie, którzy nabierają się na te puste słowa, typu: jesteśmy najlepsi, z nami osiągniesz sukces i dobrze ci będzie, już dziś pomóż swojej firmie, ale ja osobiście mam już na nie alergię i nie wierzę w ani jedno puste słowo napisane przez  ludzi wynajętych do zmyślania i bajerowania, bo wiem jedno, że prawdziwy marketing i reklama nie uciekają się do oszustwa i tanich sztuczek.

W ogóle, myślę sobie, że dobra jakość nie potrzebuje całej tej otoczki reklamowej - owszem musi być promowana (ludzie powinni się o niej dowiedzieć), ale w rozsądny sposób.

“Prowadzenie biznesu bez reklamy jest jak puszczanie oka do dziewczyny po ciemku. Nikt poza nami nie wie, co robimy.” - aż o taką intymność na pewno nam nie chodzi : )
“Jeśli Twoim jedynym celem jest stanie się bogatym - nigdy go nie osiągniesz.”

Potrzeba na to sporo czasu, zaangażowania i wyczucia, ale warto, chociażby dla samej satysfakcji, że się udało. Jeśli chcemy przekonać ludzi do jakiegoś produktu, to przede wszystkim musimy być świadomi jego zalet i użyteczności. Jeśli już na samym wstępie wiemy, że mamy promować rzecz słabą, której sami nie chcielibyśmy mieć, to lepiej dać sobie spokój - to nieuczciwe. Trzeba postawić na szczerość. Ludzie otwierają oczy i uszy na prawdę, a coraz częściej stają się niewrażliwi na oszustwo. Nikt nie lubi, kiedy mu się coś wciska - to akwizycja w czystej postaci, na którą ludzie już się uodpornili. Zresztą z o ileż większą przyjemnością polecamy komuś coś, co nam się podoba, o ileż prawdziwiej brzmią słowa chwalące coś, o czym wiemy, że jest warte swojej ceny. Naprawdę nie trzeba już wtedy wiele - odrobinę zmysłu słownego, właściwego klimatu i przywołania miłych skojarzeń.

“Powodem, dla którego tak wielu ludzi jest zadowolonych z naszych samochodów, jest być może to, że my nie jesteśmy z nich zadowoleni. Naszym celem jest wytwarzanie z przyjemnością takich produktów, które możemy następnie z przyjemnością sprzedawać, i które w końcu nasi klienci mogą używać z równie dużą przyjemnością.”

Wszystko tylko nie kłamstwo i tanie bajerowanie!

3

Zaiste, to dobre pytanie, jak zaistnieć

Znowu powrócę do przeszłości (nieco dalszej, niewspółczesnej) - nie wiem, jak to było, ale próbuję sobie to wszystko wymyślić i wychodzi mi, że kiedyś nie trzeba było już od najmłodszych lat zaprzątać sobie głowy tym, jak zaistnieć i co można stracić, gdy się nie zaistnieje. Dziś, jakby na opak.

Najpierw zabiegi o zaistnienie dziecka w świecie i świadomości innych rozpoczynają rodzice - wybór najlepszego przedszkola (słyszałam o przypadkach, gdy nienarodzone jeszcze dziecko zapisywane było już do przedszkola, bo potem nie będzie miejsca), wybór zajęć dodatkowych (poza angielskim, rytmiką, kółkami plastycznymi - bo to standard przedszkoli), wybór osobowości (często sprowadzający się do “zgłoś się koniecznie do śpiewania psalmu na komunii”, “no idź na tę dyskotekę, bo wezmą cię za odludka”, “nie baw się ciągle tymi samochodami - to dla chłopców, dziewczynki bawią się lalkami”). Dziecku pozostaje więc jedynie oglądać to, co oglądają inne dzieci, bawić się tym, czym bawią się inni, żeby przypadkiem nie zostać na uboczu i nie stracić kontaktu z rówieśnikami.

Potem szkoła podstawowa i szkoła średnia - niektóre dzieci (młodzież) już wiedzą, o co chodzi - szpan i lans są cool. Niektóre buntują się i robią wszystko inaczej niż potrzeba. Nieliczna grupa jest sobą i nie istnieje, bo nie potrzebuje, ale przychodzi moment szukania pracy i wszystko zaczyna się od nowa.

Piszę o tym, bo sama ostatnio próbuję zaistnieć w sieci ze swoim OriginAll - momentami bywa ciężko, głównie wtedy, kiedy zdaję sobie sprawę z tego, że promocji (autopromocji) nie ma końca. Wciąż i wciąż trzeba powracać i nie dać zapomnieć o sobie klientom (zarówno tym, którzy już skorzystali z naszych usług, jak i tym, którzy dopiero noszą się z zamiarem), bo gdy tylko tak się stanie trzeba będzie zacząć od samego początku. To tak, jak z wchodzeniem po schodach -  wchodzimy na pierwszy stopień, przyspieszamy, może nawet biegniemy, ale nagle okazuje się, że zgubiliśmy klucze - no więc wracamy, schodzimy - o jeden stopień, o dwa - jakież będziemy mieli szczęście, gdy właśnie tu znajdziemy klucze. A jeśli wypadły nam z kieszeni na samym dole, a sił na drugie wejście już zabraknie? Porażka gwarantowana.

Jak zaistnieć? Można się buntować przeciwko wszystkiemu, co znane i standardowe, wykazując przy tym maksimum oryginalności i działając wbrew sobie. Można też być wszędzie tam, gdzie bywają inni (naszaklasa, GL, facebook, blip, blogger, itp.), albo pozostać sobą, po prostu być i czynić osobowy lans (ten wbrew pozorom całkiem nieźle wypada). Ale najlepiej połączyć te wszystkie rzeczy na raz - istnieć wszędzie ze świadomością po co i ze wszystkim tym, co z nas najbardziej własne i niepowtarzalne.

Ja od zawsze doceniam ludzi, którzy w tym świecie nie dali się zwariować - czymkolwiek by się nie zajmowali (czy to sprzedażą, czy szyciem, czy pisaniem, czy leczeniem, czy rachowaniem, kreowaniem) robią to niezwykle naturalnie, jakby inaczej nie mogli i jakby chcieli, by im “robiono” (sprzedawca więc sprzedaje, jak najlepiej umie, jest miły, służy pomocą; lekarz leczy całym sobą, jest zaangażowany i wyrozumiały, itp.). No więc jeżeli już istnieć, to całym sobą i naturalnie. To główna zasada profesjonalizmu. Prawda?

0

Epoka człowieka rozłupanego

Jeszcze kilkanaście lat temu tryumfowało w społeczeństwie przekonanie, że “czy się stoi, czy się leży kilkaset złotych się należy”, a wyższe wykształcenie było czymś na wagę złota. Pracy aż tak bardzo szukać nie trzeba było, przychodziła do człowieka ot tak sobie. Praca po prostu była i nie dość, że była, to jeszcze na miejscu.  8 godzin pracy i do domu.

A dziś? Dziś (w czasie kryzysów i wyzysku) pracuje się za marne pieniądze, często daleko od miejsca zamieszkania, skazując siebie na pełną zależność od kaprysów PKP, rozkładu jazdy pociągów lub ewentualnie od korków na drodze. Więc 2 godziny dojazdu do pracy, 8 godzin (w optymistycznym wariancie) w pracy i 2 godziny powrotu do domu. Jest tylko jedno “ale” - musimy mieć co najmniej wykształcenie wyższe (mile widziane w kilku dziedzinach), znać 2 języki obce - nawet jeśli, ani razu nie będziemy mieli możliwości użyć w pracy obcego słowa (jeden może być w stopniu średnio zaawansowanym - może pracodawca przymknie oko), posiadać kilkuletnie doświadczenie, znać się na prawie wszystkim (tu przykład z życia - poszukiwany tester (osoba testująca oprogramowanie) ze znajomością programowania  z wykształceniem farmaceutycznym - zauważacie tu coś nienormalnego?)  i być w pełni dyspozycyjnym (to nic, że doba ma tylko 24 godziny). Aha, no i musimy umiejętnie przeszukiwać portale ogłoszeniowe.

Lekko to wszystko obsesyjne. I po co nam była ta cała ewolucja i cywilizacja? Moglibyśmy sobie teraz spokojnie polować na mamuty, palić ogniska, nie mierzyć czasu, nie chorować na AH1N1 i cieszyć się wielką ludzką wspólnotą. A tak - rozłupano nas - zamiast kamienia i “za krótkie są długie weekendy”.

4

Na dobry początek

Z pewną taką nieśmiałością, ale na pewno zdecydowanie i w pełni świadomie, zakładam kolejnego bloga - tym razem jako copywriterka i miłośniczka dobrych słów…. i obiecuję sobie i potencjalnemu czytelnikowi pisać tu tylko wtedy, gdy rzeczywiście będę miała coś do powiedzenia - żadnego więc lania wody (co często praktykowane jest na blogach), a 1 zasada blogowania wyraźnie mówi - nie pisz o tym, o czym sam nie chciałbyś czytać - szkoda słów, a ja je szanuję, bo wiem, że zdarzają się chwile, gdy ich braknie.

I ku zachęcie wspomnę, że blog ten będzie swego rodzaju katechizmem copywritera - nie zabraknie więc tu treści poświęconych reklamie, marketingowi i rozkręcaniu własnych “biznesów” (dziś w sumie bardzo mi na tym zależy, a to w związku z pasją i pomysłem na swój własny www.saloncopywriterski.ofu.pl - bo dobrze byłoby czytać w Internecie tylko mądre teksty i oglądać mądre strony)

Gorąco zachęcam do dyskusji, bo chętnie poznam Wasze zdanie w wielu istotnych sprawach.

Copyright © 2010 — Katechizm Copywritera | Site design by Trevor Fitzgerald